Top 10 (23-29.04)
Top 10 jest cyklem dotyczącym bezpośrednio internautów serwisu KKSLECH.com. Co tydzień w środę moderatorzy wyróżniają 10 najlepszych komentarzy oddanych przez kibiców Lecha Poznań w wiadomościach pojawiających się na łamach tej witryny oraz w „Śmietniku Kibica”. Komentujesz sprawy związane z Kolejorzem? Co tydzień jest szansa, że to właśnie Twój wpis dotyczący głównie klubu znajdzie się wśród wyróżnionych komentarzy.
Autor wpisu: Sosabowski do newsa: Top 10 (23-29.04)
– „Dla tych, którym 4:0 z legia to mało niech przypomną sobie poprzednie mecze, w których 2:0 to był niebezpieczny wynik. Dzisiaj można tylko i wyłącznie świętować! Pierwsza połowa była po prostu piękna. Był to mecz w ofensywy z cyklu tych które sobie wymarzyliśmy przed startem sezonu mówiąc o powrocie kontuzjowanych. Że to będzie pięknie chodziło. No i właśnie to otrzymaliśmy. Lech ma aktualnie nie jednego ale paru najlepszych piłkarzy ligi. Doczekaliśmy takich czasów. Aktualna kadra jest najmocniejsza jaką pamiętam, ławka rezerwowych aż prosi się o wejście na boisko. A w oddali widać już kolejne trofeum a to oznacza, że dalej można inwestować w ten klub. Tym bardziej zaczynajmy już siadać do stołu z Gholizadehem bo cały sezon jest mózgiem, płucami i kręgosłupem tej drużyny. Jak Pers czaruje to wszyscy jadą na tej fali. Dzisiaj wyglądał w ataku spektakularnie. Kolejna bramka w swoim stylu na Legii aż miło patrzeć. Walemark z kluczowymi dotknięciami piłki i Ishak, któremu znowu nie dano strzelić hat-tricka. Ale to nic. Jak dla mnie może strzelać dublety co mecz. Gra wyglądała dzisiaj płynnie i zaskoczył mnie pozytywnie pressing. Legioniści nie byli momentami w stanie utrzymać się dłużej przy piłce, doskok jednego czy dwóch piłkarzy zaraz po stracie to była dzisiaj normalność. I chciałoby się tak zawsze. Skuteczność też niczego sobie. Ale jak już wpadnie ta pierwsza to Lechowi zawsze lepiej się gra. Nie ma tego spięcia w głowach. Jedyne do czego można się przyczepić to w dalszym ciągu wrzutki Pereiry do nikogo. Każda na długo słupek i każda spudłowana. I jak już wielu pisało wylosował się dzisiaj TEN Ouma o którym pisało się że z nim w składzie Lech nie przegrywa. Świetny otwierający no look pass. W odbiorze też umiał się przepchać. Zabezpieczał a jednocześnie dociskał w ataku. Nad pierwsza połowa można się tylko rozpływać w zachwytach. To nasz dzień, całej Lechowej społeczności. Teraz tylko dużo spokoju, oby ostatnie mecze były tak spokojne jak nigdy.”
—
Autor wpisu: Zbychu do newsa: 5 szybkich wniosków: Lech – Legia 4:0
– „Wnioski wychodzące w przyszłość: Jeśli tak będziemy grać do końca, to nikt nam majstra nie odbierze. Kolejna rzecz: Alego zatrzymać, chociaż do zimy. Dać mu gwiazdorski kontrakt i obietnicę, że jak po zakończeniu rundy będzie chciał odejść do Odlewu Poznań za worek futbolówek, to Lech nie będzie stawiał przeszkód. On jest mvp całej ligi. Jak dla mnie, zatrzymanie AG to kwestia kluczowa. Kojejna sprawa – Robert Gumny na środku – pewniak. Być może tutaj go zostawmy, a poszukajmy kogoś na skrzydło? Kogoś, kto będzie lepszy od Pereiry?
Na początku sezonu wieszano psy na sztabie, że pozbył się Salamona, a ta decyzja się broni. Po części też dzięki tej decyzji gra Mońka, a sam Salamon obecnie nie robi szału. Także dzisiaj decyzje trenera się broniły. A propos trenera: pisałem już, że Frederiksena może być trudno utrzymać, bo cv będzie miał bardzo ok. Były takie kolejki, po których myślałem, że z drużyny Frederiksena już nic nie będzie, no ale… jest lider. Czy znajdziemy lepszego trenera? Przypominam, że Frederiksena nie znalazł sztab, tylko jakaś agencja, na zlecenie. Do gry w LM brakuje nam ze dwóch-trzech Golizadehów. Minimum. To nie sam trener; żaden geniusz strategii nie zrobi z nas drużyny podbijającej Ligę Mistrzów. Być może w trzecim roku NF wyciągnie wnioski z poprzednich pomyłek? No i pewnie dużo zależy, kogo sobie Frederiksen dobrałby sobie za drugiego trenera. A generalnie – dzisiaj radość. Czekam na kulisy!”
—
Autor wpisu: smigol do newsa: Wystaw oceny po Lech – Legia
– „Przede wszystkim podobało mi się nastawienie, z jakim piłkarze Kolejorza wyszli na ten mecz. Szybki, piękny gol Aliego kompletnie zburzył plan taktyczny tego w czapce. Sytuacja z Augustyniakiem, który próbując zatrzymać piłkę podeszwą kosi Bengtssona, tylko dopełniła obrazu chaosu po ich stronie.
Później na boisku był już tylko Lech.
Pierwsza połowa Lecha perfekcyjna. Ali, Walemark, Ishak wszyscy na wysokim poziomie, nawet Ouma zagrał bardzo solidnie. Cała defensywa spisała się bez zarzutu, a Fredriksen kolejny raz pogodził zwolenników Pereiry i Gumnego. Mrozek był bezrobotny na bramce.
Druga połowa bez większego znaczenia. Kurwiszony pojawiły się w polu karnym Lecha zaledwie dwa razy, nie oddając ani jednego celnego strzału. Pełna kontrola i upokorzenie kurwiszonow oraz ich trenera. Powrót Murawskiego cieszy oby dał spokój w ostatnich czterech meczach.
Na koniec symboliczny obrazek wpuszczenie siedemnastoletniego Janyszki na środek obrony. Wypowiedzi komentatorów c+ oraz ich trenera, próbujących na siłę doszukać się pozytywów po ich stronie w drugiej polowie. Warto było czekać, jeszcze tylko cztery stacje.
My jesteśmy Lech Poznań. Mistrz Polski.
”
—
Autor wpisu: jerry21 do newsa: Wystaw oceny po Lech – Legia
– „Nie spodziewałem się, że to kiedykolwiek nastąpi, ale z czystym sumieniem wystawiam Gurgulowi 6. To był jego najlepszy występ w Lechu kiedykolwiek i życzyłbym sobie, by grał tak częściej. Cała plejada otrzymała piątki. Pokazowe zawody mają za sobą Gumny, Mońka i Pereira- Legię stać było ledwie na 2 niecelne strzały. Chyba najłatwiejsze czyste konto w dziejach Mrozka Timothy Ouma był rewelacyjny. Dwie akcje bramkowe zaczęły się od niego, a z zadań defensywnych wywiązał się wzorowo. Przypomina się Karlström w najlepszym wydaniu i szkoda, że Kenijczyk nie grał tak przez cały sezon. Mam nadzieję, że Fred już nie będzie kombinował i zostawi środek pola Ouma-Kozubal do końca sezonu (braku Rodrígueza w ogóle nie było widać). Ishak zgodnie z życzeniem wielu przełamał się i szkoda, że znów nie udało mu się osiągnąć hattricka. Dublety to chyba jego specjalność Wålemark w końcu z asystą i to jeszcze jaką! Akcja z Gholizadehem stadiony świata. I cóż? Śpieszmy się oglądać Alego, bo to mogą być jego ostatnie mecze przy Bułgarskiej…”
—
Autor wpisu: tomasz1973 do newsa: Śmietnik Kibica
– „Panowie, a temat Skorży jest w ogóle grany czy uprawiamy akademicką dyskusję?
Ja akurat od zawsze należę do zwolenników Skorży. Jeżeli co niektórzy rozpatrują przedłużenie umowy z Fredem, przy takiej skromnej ilości punktów i w zasadzie przeciętnej grze (czasami słabej) za to, że zdobędzie drugi tytuł, znając słabości tego trenera, jego upartość, braki taktyczne, które zostały obnażone w Europie przez średniaków, bo aż boję się pomyśleć co byłoby gdybyśmy zamiast z CZB grali z zespołem półkę wyżej (o potentatach nawet nie piszę), to niby dlaczego mamy kaprysić na faceta, który zdobył już te 2 mistrzostwa, dodatkowo pograliśmy jeszcze w finałach PP? Nikt z nas nie wie kto zawinił w sprawie dziwnego odejścia Skorży. jedni zwalą to na karb trenera inni na brak wypełnienia „jakiś” ustaleń przez Rutka, nie dowiemy się już raczej jak to było, bo obaj zachowali się na tyle dyplomatycznie, że nic nie wyszło. Ale sam fakt, że żaden z tych panów nie spychał odpowiedzialności na drugiego, żaden nie przywalił z grubej rury i w zasadzie podziękowali sobie za współpracę, sprawia, że jest niewykluczone, że zamiarem takiego właśnie rozstania jest ewentualna współpraca w przyszłości. Oczywiście, gdy obie strony uznają, że to jest uzasadnione i możliwe do akceptacji. Ja będę zadowolony, gdyby nastąpiła zamiana na stanowisku trenera I zespołu. Oczywiście jakkolwiek jest to cholernie dziwne, że rozmawiamy o zmianie człowieka, który zdobywa z zespołem pod rząd dwa tytuły, to niestety trener daje non stop do tego powodu. Słaba gra w europie, człapanie w lidze, odpadanie z PP, katowanie Lacha i nas zawodnikami bez formy, gra jedną taktyką w lidze…aż dziw, że taki trener ma jeszcze szansę na swój kolejny triumf. No cóż taka liga, zwycięzcą należy się chwała i podziękowania, ale nie z automatu przedłużenie kontraktu, bo wynik się zgadza, ale reszta już niekoniecznie. Oczywiście za X-lat, ci co dożyją będą pamiętać Freda tylko za 2 tytuły, a nie za 1-3 z CZB czy 1-5 z Genk, nikt nie będzie liczył średniej punktów w sezonie 2025/26, tylko powie, że to sezon z dziesiątym tytułem Mistrza Polski! Ale skoro tak, to dlaczego dzisiaj mamy rozważać „sposób odejścia” Skorży? jasne, że jak dobrze sięgniemy pamięcią to Skorża miewał w sezonach mistrzowskich też wtopy i nie raz na niego pomstowaliśmy, zapewne tak samo jak teraz na Freda, ale ja szanując innych podejście do tej sprawy, uważam, że taka zmian byłaby pożyteczna dla Lecha.”
Autor wpisu: Discovery do newsa: 5 szybkich wniosków: Lech – Legia 4:0
– „Pierwsza połowa to był istny MAJSTERsztyk. Gwałt i wiwisekcja Lecha na stołecznym klubie, dla niewtajemniczonych jest to zabieg operacyjny polegający na żywym organizmie w celach naukowych, badawczych tudzież dydaktycznych. Lech Poznań niczym Bayern Monachium, jak taka monachijska paralela – walec, który rozjechał i rozwalcował warszawską Legię na kształt upierdliwego karalucha bezpańsko panoszącego się w domku letniskowym. Kolejorz pięknie upokorzył i ogolił do zera, wiecznie zadufaną w sobie Legię i jeszcze bardziej bucowatego Jaśnie pana Papszuna, którego ego właśnie przewyższyło egzosferę skąd już doskonale widać krater Ptolemeusza na Księżycu. Zresztą nomen omen Legia i Papszun pasują do siebie idealnie niczym Stalaktyty do Stalagmitów. W nomenklaturze kosmicznej są niczym dwa ciała niebieskie, tak kompatybilne i koherentne względem siebie, że kto wie czy w iście galaktycznym przytupem zostawiając za sobą łunę warkocza planetarnego…nie wylądują w 1 Lidze.
Ali Golizadeh? Ten to jest gracz również z innej Galaktyki no i ma patent na bliźniaczo podobne bramki z Legią, zresztą nie tylko z nią..bo /kolejkę wcześniej tj. w 31 nomen omen w sezonie 2024-25 w wygranym meczu 8:1 z Puszczą Niepołomice/ również w 3 minucie mniej więcej z podobnego miejsca strzelił bramkę na 1:0. Widać, że lubi z przytupem otwierać wynik meczu tym samym zaserwować nowy wymiar boiskowej Maestrii. Latem należy z Alim bezwarunkowo przedłużyć kontrakt, trzeba go „Nadpłacić, Przepłacić, Przebić..”
Czerwona kartka? Można zawsze polemizować, bo skoro Palma dostał czerwień bez intencji to tutaj również była analogiczna sytuacja. Augustyniak też nie miał złych intencji ale mógł zrobić krzywdę i to poważną kontuzję. Jeśli już karać zawodników za podobne przewinienia to karać równo i uczciwie, a nie w myśl zasady „tyle ile sędziów tyle interpretacji, a raczej nadinterpretacji”. Przepisy niech będą równe dla wszystkich.
Idźmy dalej. Widząc czerwoną kartkę już wiedziałem, że tego meczu nie przegramy i Lech zaaplikuje Legii kilka bramek. Niestety byłem zniesmaczony trochę tą czerwoną kartką tylko dlatego, że już widziałem nagłówki w prasie tudzież Internecie, takie tłumaczenia się, że owa kartka wypaczyła mecz, że może niesłuszna i taka naciągana, a sam mecz mógł potoczyć się inaczej. Tylko ten aspekt mnie martwił. Bo znowu warszafka będzie deprecjonować wynik. A wiadomo, że „Legię trzeba zawsze i wszędzie mocno bić..”
Mogę się zgodzić tak jak Redakcja i wiele innych osób, że owa kartka na pewno miała jakiś wpływ na wynik ale nie aż taki, że gdyby Lech grając 11 na 11 miałby trudności tudzież poważne problemy. Nic z tych rzeczy. Lech do czerwonej kartki już prowadził 1:0 po koronkowej, iście z europejskich salonów akcji po czym nadal je kreował nie dopuszczając Legii do głosu. Był po prostu za dobry i przynajmniej o klasę, a nawet dwie klasy lepszy niż dysponowana w tym dniu Legia. Co więcej. Jestem przekonany, że gdyby nie było tej czerwonej kartki Lech spokojnie strzeliłby przynajmniej jeszcze jedną, a może i ze dwie bramki w pierwszej połowie, natomiast w drugiej nie zdjąłby nogi z gazu tak jak to wyglądało obecnie tylko dalej z namiętną pasją i niepohamowaną żarliwością kreowałby kolejne akcje bramkowe, że coś na pewno by wleciało do sieci, bo wiadomo, że wynik 2:0, a czasem 3:0 to wynik niebezpieczny. Kto wie czy w optymalnych składach Lech skupiony, pazerny i bezkompromisowy na wynik nie wygrałby większym stosunkiem bramek niż te 4:0, który okazał się i tak najmniejszym wymiarem kary. Trochę szkoda, że ta czerwona kartka się pojawiła bo wtedy nikt już by nie kwestionował wyniku oraz gry Lecha, choć trzeba przyznać, że sami warszawiacy /komentatorzy z C+, Borek z TVP, nawet Wojciech Kowalczyk i wielu, wielu innych postaci doceniło grę Lecha, doceniło różnicę klas – nawet tak zwaśnieni kibice Legii na ich własnym forum/. Druga połowa to było przysłowiowe zdjęcie nogi z gazu, spokojne, a czasem ekwilibrystyczne kontrolowanie wyniku. Po prostu eksperymentowanie i testowanie nowych ustawień, nowych zagrań i schematów na kolejny sezon, dosłownie tak jak w F1 testujący nowe bolidy tudzież zestawy opon przed nowym sezonem.
Mecz zakończył się dla wielu osób, nawet tych niezwiązanych z Lechem dużym niedosytem widząc prawdziwy koncert w pierwszej połowie. I faktycznie szkoda tego bo okazje były, by jeszcze bardziej upokorzyć Legię. Sądziłem, że w szatni NF przekaże swoje piłkarskie kredo, że „jak jest okazja nastrzelać więcej bramek przeciwnikowi to trzeba dążyć do tego i to zrobić”. Z drugiej strony nie ma co narzekać bo przed meczem wielu z Nas wynik 4:0 wzięło by w ciemno. Być może i ja też choć w ogóle nie przewidywałem w tym meczu porażki, a nawet remisu. Co więcej czułem, że jesteśmy na tyle dobrzy i lepsi od słabej bez pomysłu Legii, że zastanawiałem się tylko jakim stosunkiem bramek uda Nam się wygrać to spotkanie..Bałem się tylko minimalnej wygranej typu 2:1, bo znając Nasze ofensywne możliwości stać Lecha na Hiszpańską Manitę, do której de facto niewiele zabrakło. W tej wyrównanej lidze spotkanie Lecha z Legią było jako jedne z niewielu, które ukazało różnicę miejsc w tabeli jak i na boisku potwierdzone wynikiem. Innymi słowy, to było starcie gołej doopy z batem.”
—
Autor wpisu: Bart do newsa: Maciej Skorża zwolniony z Urawy Red Diamonds
– „Stawiam, że po tym jak Niels odczarował klątwę Skorży wiara przekonała się, że z innymi trenerami też można zdobywać mistrzostwa i Skorża jest postrzegany bardziej jako jeden z wielu trenerów, a nie jako jedyny zbawiciel.
Ja polecę grubiej i rzucę być może kontrowersyjną opinię: Skorża przychodził do Lecha gdy sam potrzebował się odbudować. I w 2015 i w 2021 roku przychodził po kilku słabszych sezonach, z brakiem sukcesów i mniejszymi bądź większymi wpadkami. Gdy to Lech bardziej potrzebował Skorżę po zwolnieniu van den Broma, to pan Maciej już nie był zainteresowany przyjściem. Mamy skomplikowaną historię z trenerem Skorżą. Z jednej strony zawdzięczamy mu sukcesy, z drugiej strony po obydwu mistrzostwach swoim dziwnym zachowaniem wpędzał Lecha w duże kryzysy. Nie można na pewno zaprzeczyć, że Maciej Skorża to postać która w uniwersum Lecha dużo znaczy.
Ja nie jestem definitywnym przeciwnikiem powrotu Skorży do Lecha. Ba, ja nawet uważam, że byłoby wręcz wskazane żeby kiedyś jeszcze wrócił, bo wciąż ma tu coś do zrobienia. Po prostu znowu zostawił w Poznaniu niedokończone sprawy. Drugim mistrzostwem zakończył niedokończone sprawy z Lechem XVI, ale za chwile po nagłej ewakuacji z Lecha otworzył kolejny wątek niedokończonych spraw. Jednak uważam, że lato 2026 to nie będzie optymalny moment na powrót Skorży. Kierunek w jaki poszedł Lech zatrudniając Frederiksena trzeba kontynuować przez następne lata, czy to dalej z Nielsem na pokładzie czy z innym trenerem. Ze Skorżą jest ten problem, że to jest trener na rok. Przyjdzie, zrobi robotę, a za rok znowu będzie trzeba robić cały projekt od nowa. Na co to komu?
Być może nawet Skorża nie musiałby wracać do pracy trenera. Może wystarczyłoby gdyby „wrócił” do Lecha w rozmowie, np udzielając jakiegoś wywiadu, w którym by wyjaśnił ze swojej perspektywy kulisy swojego ostatniego pobytu w Lechu. Chodzi mi zwyczajnie o to, że z Maciejem Skorżą mamy sprawy wymagające przegadania, przepracowania, jakiegoś domknięcia.”
Autor wpisu: yarek76 do newsa: Pyry z gzikiem: Spójrz na mistrza piękno
– „Do obrony tytułu MP niezbędny jest jeszcze wysiłek sztabu trenerskiego i piłkarzy, zostało już niewiele do końca sezonu. Nigdy nie można niczego być pewnym na 100%, ale wszystko wskazuje na to, że to może być sezon zakończony obroną tytułu. Takie mecze jak z Legią pamięta się przez wiele miesięcy a pewnie i lat, pierwsza połowa to był koncert i nie ma znaczenia kartka rywala. Od początku Lech wyglądał na mocniejszą drużynę i zdecydowaną w grze. Mi osobiście zabrakło wypunktowania rywala w drugiej połowie, bo takie dodatkowe 2-3 gole (a Lecha stać było w tym meczu na kolejne bramki) sprowadziłyby jeszcze bardziej rywala na ziemię i przypomniało im, że żadna seria w ekstraklasie niczego nie zapewnia i wrócili na swoje tory czyli do walki o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. To oczywiście ich problemy, ale trudno pewnie znaleźć kibica Lecha, który w sezonie zakończonym obroną tytułu MP nie przeżyłby tego jeszcze piękniej, gdyby nasz ostatni rywal pożegnał ekstraklasę. Wiemy że Lech ma dużo ofensywnej jakości. Ważne będzie utrzymać jak największy trzon tej formacji, bo najprawdopodobniej po sezonie nie będzie Palmy, a reszta to jednak jeszcze niewiadoma. Skoro już wiemy więcej na temat tego, że Radek Murawski zostanie na kolejne dwa sezony i podobnie może być z Milicem, to teraz przydałoby się doczekać komunikatu o nowej umowie z Alim. Mam nadzieję, że włodarze klubu zrobią wszystko, aby go przekonać do pozostania na kolejne 2-3 lata.
Jakość piłkarska nie wzięła się znikąd. Można mieć wiele zastrzeżeń do włodarzy klubu, ale to dzięki ich działaniom mogliśmy oglądać tak grającego Lecha przeciwko Legii i czuć wielką satysfakcję. Rzeczą oczywistą jest to, że na boisku byli piłkarze a za ich przygotowanie odpowiada sztab trenerski, ale ktoś musiał wcześniej większość z tych osób zatrudnić, a Ci z kolei podejmują dalsze decyzje. Trudno zapomnieć o bolesnych porażkach jak z Lincolnem, ale nawet trener NF przyznał się do błędu i powiedział, że nie powinien był robić w tym pamiętnym meczu tylu zmian. Jeśli takie wypowiedzi i przemyślenia są u trenera na porządku dziennym to może i jest małe światełko w tunelu, że w kolejnym sezonie moglibyśmy oglądać lepszego Lecha. Suche statystyki porównujące poprzedni i obecny sezon pokazują, że Lech ma niższą średnią punktów na mecz i traci więcej goli. Tego nie można uznać za rozwój drużyny. Oczywiście ilość urazów w Lechu nie ułatwia grania w tym sezonie i jeśli miałoby dojść do przedłużenia współpracy z trenerem NF, to oby nie zostały popełnione żadne błędy z przeszłości, które doprowadziły do tak licznych urazów. Na razie Radek Murawski zagrał przez chwilę, ale prezentował się poprawnie. Kolejni piłkarze, którzy powrócili do grania wyglądają dobrze i jeśli nic się złego nie wydarzy, to większość z nich będzie gotowa do przygotowania się do kolejnego sezonu. Ale zanim przyjdzie nam myśleć o kolejnym sezonie, to przed nami najważniejszy etap grania w obecnym.
Pozostaje nam odliczanie dni do kolejnych meczów i oby były zwycięskie, bo to finalnie doprowadzi Lecha na spokojnie do obrony tytułu MP, a wszyscy sobie tego życzymy.”
Autor wpisu: jerry21 do newsa: Jeden jest Mistrz Polski, jeden lider w Polsce jest! Lech – Legia 4:0
– „Jest dobrze. Mamy duże szanse na majstra. Jednak trzeba do tych czterech ostatnich spotkań podejść z dużą pokorą. Dwanaście punktów do zdobycia. Ale każdy zespół ma tyle do zdobycia, nie tylko my. Może to banał, ale w ekstraklasie każdy mecz jest ważny. I za każde zwycięstwo są 3 punkty. Wiem, że zlanie legii cieszy najbardziej. Super, ale to też tylko 3 pkt. Tyle samo można zdobyć w Lublinie. I na tym należy się teraz skupić. Oby nasi gracze też tak myśleli. Oby już zapomniano o legii, a myślano wyłącznie o Motorze. Wierzę, że tak jest. Mentalnie Kolejorz wygląda bardzo dobrze. Również fizycznie nie można się doczepić do naszych graczy.
Będzie dobrze, wierzę w to!”
—
Autor wpisu: Szota Arweladze do newsa: 5 szybkich wniosków: Lech – Legia 4:0
– „Po drugie:
Szanowni Państwo, esteci futbolowego rzemiosła!
Dzisiejszy wieczór przy Bułgarskiej nie był jedynie meczem, był to swoisty akt egzekucji na micie o geniuszu i wizjonerstwie luminarza futbolu Marka Papuszyna i jego obwoźnej trupie tytułującej się drużyną piłkarską. Obserwując tę jednostronną batalię, trudno nie uśmiechnąć się z wyższością, przywołując przedmeczowe dictum stratega z Warszawy.
Gdzież podziała się owa rzekoma „stabilizacja”, która miała czynić ich bastionem nie do zdobycia? Zapowiadana „gotowość na ultraofensywę” Kolejorza okazała się być jedynie czczą retoryką, a „bieżące reagowanie na boisku” sprowadziło się do czterokrotnego, upokarzającego wyciągania futbolówki z siatki.
Zamiast „emocjonującego i wyrównanego meczu”, urządziliśmy gościom korepetycje z pokory. Ich „dobrze zorganizowany zespół” w starciu z poznańską finezją przypominał raczej zagubioną trupę aktorską w antrakcie tragedii, niżeli godnego rywala w klasyku. Jeśli tak ma wyglądać ich „rozwój pod względem działań z piłką”, to z nieukrywaną satysfakcją stwierdzam, iż dziś piłka była dla nich jedynie narzędziem tortur.
Cztery bramki, cztery ciosy w pychę, kompletna bezradność. Poznań znów jest stolicą elegancji i bezwzględnej skuteczności.
Grzechem byłoby pominąć w tej glorii zwycięstwa indywidualne popisy naszych bohaterów, którzy dzisiejszego wieczoru wznieśli się na wyżyny piłkarskiego parnasu.
Spójrzmy na Alego Gholizadeha – cóż to za estetyczna uczta! Piękny Pers nie biegał po murawie – on na niej kreśli misterne wzory, niczym tkacz najszlachetniejszych kobierców z Isfahanu. Każde jego dotknięcie piłki to akt czystej poezji, w którym drybling staje się metaforą wolności, a zwód – finezyjną puentą. W starciu z toporną defensywą 7egii wyglądał jak artysta odrodzenia, który przez pomyłkę trafił na jarmarczną bijatykę, lecz zamiast pięści, używał pędzla i światłocienia.
Z kolei postawa Roberta Gumnego to zjawisko godne osobnej rozprawy naukowej. Przesunięty na środek obrony, objawił nam oblicze nie lada surowego, lecz sprawiedliwego profesora futbolowej taktyki. Robert nie tyle bronił dostępu do bramki, co z wyżyn swej metaforycznej katedry, jak profesor, udzielał rywalom bolesnych lekcji pokory.
Zanim jednak oddamy się w pełni celebrowaniu tej wiktorii, muszę uczynić pewne osobiste zastrzeżenie. Otóż przed pierwszym gwizdkiem arbitra, gdy ośmieliłem się antycypować dzisiejszy triumf, niektórzy raczyli zarzucić mi butę oraz grzech pychy. Nic bardziej mylnego! To, co wzięto za arogancję, w istocie było jedynie chłodnym, analitycznym osądem rzeczywistości, wyzutym z emocjonalnego zgiełku. Prawda bywa bolesna, lecz literat nie może naginać faktów do zbytniego asekurantyzmu niektórych bywalców strony i ich oczekiwań.
Patrząc na dzisiejszy spektakl, konkluzja nasuwa się sama: Lech, prezentując taką maestrię, jest wręcz skazany na koronację. Jeśli nasza gra zachowa tę symetrię między finezją Persa a profesorską rozwagą defensywy, jakikolwiek inny finał sezonu niż mistrzostwo byłby historyczną aberracją i policzkiem wymierzonym w logikę sportu. Nie szukamy poklasku, szukamy trofeów, które nam się po prostu należą za tę niezrównaną jakość.”
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)
The post Top 10 (23-29.04) first appeared on KKSLECH.com.